Kilkanaście minut wystarczyło, aby spróbować „salwatoriańskich pancakes’ów” (3 VII)

4 lipca 2020

Piątek to trzeci dzień rekolekcji Salwatoriańskiego Ośrodka Powołań, które odbywają się na Mazurach. Dzisiaj kalendarz liturgiczny wspomina postać św. Tomasza Apostoła, dlatego zaraz po pobudce i zwykłych czynnościach związanych z toaletą poranną, skierowaliśmy nasze kroki do kościoła. W tym roku, w odróżnieniu od poprzedniego, kiedy to Eucharystia była popołudniu, każdy dzień będziemy chcieli rozpoczynać właśnie od najważniejszego – czyli od spotkania z żywym Jezusem.

Mszy świętej przewodniczył ks. Łukasz Anioł, a Słowo Boże wygłosił ks. Łukasz Karasiński. Homilista skupił się na osobie św. Tomasza, który nazywany często jest niedowiarkiem, albo wręcz patronem niedowiarków. Ks. Łukasz starał się spojrzeć na Apostoła od strony pozytywnej. Jego chęć dotknięcia ran Zmartwychwstałego tłumaczył jako wyraz dociekliwości i chęć zaspokojenia empirycznych pragnień ucznia. Jako świadek tego wszystkiego, co wydarzyło się z Wielki Piątek, chciał upewnić się, że Jezus prawdziwie zmartwychwstał. Ks. Łukasz zwrócił także uwagę na to, że św. Tomasz w piękny sposób wyznał wiarę w Boga, a ta z kolei wystarczyła mu już do końca życia, które było jednym wielkim głoszeniem Ewangelii.

Po Eucharystii nastał czas na śniadanie. Piątkowa wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych podrzuciła nam pomysł na jajecznicę. Trzeba było smażyć ją na dwa razy, bo ciężko tak od razu znaleźć patelnie, która pomieści 40 jaj i cebulę. To zadanie nie było jednak zbyt skomplikowane. Już po kilkunastu minutach mogliśmy uradować nasze podniebienia przysmakiem, który szybko znikał z naszych talerzy. Po śniadaniu grupa, która miała w grafiku porządki, doprowadziła naszą jadalnie i kuchnię to pierwotnego wyglądu, a wszyscy mieli pół godziny na przygotowanie się do wyjścia na boisko, gdzie miał rozpocząć się kolejny nasz trening.

Trzeba przyznać, że usytuowanie naszej „oazówki” jest bardzo dobre. Dlaczego? Dlatego, że nasz płot bezpośrednio styka się z płotem orlika. Czas, który musimy poświęcić na dojście do miejsca, to zaledwie 2-3 minuty. Po modlitwie, która zawsze rozpoczyna trening, wzięliśmy się do roboty. Najpierw trochę ćwiczeń rozciągających, których wartość znana jest każdemu sportowcowi. Następnie garść informacji technicznych i próba przekuwania ich w realne umiejętności. Zwieńczeniem treningu był, wyczekiwany przez wszystkich – mecz – w czasie którego można pokazać co się potrafi, a przy okazji świetnie się bawić.

Po treningu, skąpani w promieniach słonecznych wróciliśmy do domu, aby trochę odpocząć i zjeść obiad. Wszyscy zdajemy sobie przecież sprawę z tego, że przy dużym wysiłku fizycznym, trzeba odżywiać się w dobry i regularny sposób. Obiad minął w dobrej i wesołej atmosferze. Najważniejsze było jednak to, że po posiłku była możliwość krótkiej sjesty, która pomogła się nam zregenerować i przygotowała nas do trzykilometrowego marszu na plażę.

Na miejscu okazało się, że podobnie jak dnia poprzedniego, na plaży nie było zbyt wielu turystów. Nie mieliśmy więc problemu ze znalezieniem dogodnego miejsca. Czas spędzaliśmy różnie. Ktoś się kąpał, ktoś opalał, ktoś czytał książkę, inni urządzali sobie zawody pływackie, a jeszcze inni delektowali się pysznymi goframi i próbowali zachęcać do tego samego innych… (myślę, że Ci którzy byli – będą wiedzieć, co mam na myśli 😊). Pobyt nad jeziorem sprawił nam wiele radości i sprawił, że zregenerowaliśmy trochę nasze organizmy.

Po powrocie jeszcze przed kolacją, mieliśmy okazję wysłuchać konferencji ks. Karasińskiego. Jeden z uczestników – Jakub – tak relacjonuje tematykę: „ks. Łukasz mówił o zasadach, którymi w swoim życiu kierował się Jezus. Opowiadał o nich na przykładach zaczerpniętych z Pisma Świętego. Zwracał szczególną uwagę na to, że te zasady miały być niejako odziedziczone przez uczniów Jezusa i miały stać się ich zasadami. Starając się odkryć „swoją misję specjalną”, swoje powołanie, uważając siebie za uczniów Zbawiciel, my również powinniśmy w naszym życiu zainteresować się wyżej wymienionymi zasadami i uczynić je swoimi”.

Przedostatnim a zarazem obowiązkowym punktem programu była kolacja. Rekolektanci zamówili naleśniki. Na szczęście nie zaskoczyli tą prośbą księży opiekunów. Kilkanaście minut wystarczyło, aby spróbować „salwatoriańskich pancakes’ów”.

Dzień zakończyliśmy wspólną adoracją Najświętszego Sakramentu. Do łóżek kładliśmy się wcześniej, bo trzeba było choć spróbować „odespać” deficyt snu.