Mogliśmy zobaczyć jak wygląda świat z perspektywy łodzi (7 i 8 VII)

11 lipca 2020

Wtorek był ostatnim pełnym dniem naszych salwatoriańskich rekolekcji. Nie była to jednak przeszkoda, która miałaby pogorszyć nasz humor. Tym bardziej, że na dzisiejszy dzień, księża zaplanowali niespodziankę.

Zacznijmy jednak od początku. Dzień rozpoczęliśmy pół godziny później niż zwykle. Mogliśmy pospać do godziny 7:30. Punktualnie o godzinie 8:00 rozpoczęła się Eucharystia, której przewodniczył ks. Anioł. Przypomniał on, że dzień rozpoczęty od spotkania z Bogiem, na pewno będzie miał inny wymiar, a modlitwa pomoże nam w odpowiedni sposób spotykać się z bliźnimi.

W homilii natomiast, którą wygłosił ks. Karasiński, padły słowa dotyczące dzisiejszej Ewangelii. Ks. Łukasz odnosząc się do cudu uzdrowienia opętanego niemowy, stwierdził, że mimo uczynienia dobra przez Jezusa drugiemu człowiekowi, spotkał się on z obmową ze strony faryzeuszów. Kaznodzieja apelował o czynienie dobra w swoim życiu i o niedoszukiwanie się „drugiego dna” w dobrych uczynkach innych ludzi – naszych bliźnich.

Ubogaceni spotkaniem ze słowem Bożym udaliśmy się na śniadanie, które było bardziej obfite i pożywne niż zawsze, ponieważ po jego zakończeniu mieliśmy spakować swoje rzeczy i przygotować się do rejsu statkiem po mazurskich jeziorach. Do portu udaliśmy się na rowerach, które pomogły skrócić czas podróży do minimum. Jeden z uczestników – Julian – tak charakteryzuje dzisiejszą niespodziankę: Dzisiejszy rejs łódką był bardzo ciekawym doświadczeniem dla większości z nas, mogliśmy zobaczyć jak wygląda świat z perspektywy łodzi. Bardzo interesujące były też opowieści naszego kapitana, które dotyczyły nie tylko sztuki żeglowania, ale także jego historii z życia wziętych. Rejs przebiegł bez większych kłopotów, a chyba największą atrakcją dla nas była możliwość wyskoczenia z łódki i kąpiel na otwartym jeziorze.

Rejs pozwolił nam na chwilę relaksu, ale sprawił także, że poczuliśmy się trochę głodni, a niektórzy z nas, nawet bardzo. Dlatego zaraz po powrocie, nasze kroki skierowaliśmy do stołówki żeby coś zjeść. Obiad był na tyle dobry, że pozwolił nam wpaść na pomysł skorzystania z orlika. Księża nie mieli nic przeciwko, zaznaczyli jednak, żebyśmy nie zapomnieli o popołudniowych planach rekolekcyjnych.

Po powrocie z mini treningu i rzecz jasna po prysznicu, rozpoczęła się konferencja. Poprowadziła ją ks. Łukasz K., który rozmawiał z nami i wspólnie zastanawiał się, co człowiek wierzący może uczynić dla swojej wspólnoty lokalnej, ale także dla Ojczyzny. Ważną myślą, którą wypowiedzieli rekolektanci, był pomysł dotyczący zaangażowania się w pracę na rzecz młodzieżowych rad gminnych czy powiatowych. Okazało się, że trzech spośród nas było, a nawet jest nadal członkami takich właśnie struktur.

Bezpośrednio po konferencji odbył się szybka kolacja. Powodem takiego tempa było spotkanie podsumowujące całe nasze rekolekcje. Po ogarnięciu jadalni i kuchni mogliśmy w spokojnej i szczerej atmosferze porozmawiać o plusach i minusach spotkania w Węgorzewie. Ponadto, ks. Anioł poprosił, aby każdy z uczestników podzielił się choć jedną myślą, którą zabierze ze sobą do domu.

Ostatnim punktem dzisiejszego dnia była adoracja Najświętszego Sakramentu. Bardzo miłym akcentem ze strony organizatorów było pobłogosławienie i wręczenie każdemu z uczestników repliki różańca ojca Franciszka Marii od Krzyż Jordana, który od tej chwili ma towarzyszyć nam w naszych osobistych modlitwach, także w tych, które dotyczą SOP-u i wszystkich ludzi z nim związanych.

Do łóżek kładliśmy się zmęczeni i radośni, myśląc także o jutrzejszym wyjeździe.

Środa, niestety to już ostatni dzień naszego spotkania. Poranek rozpoczęliśmy od Eucharystii, której przewodniczył ks. Łukasz Anioł. W kazaniu, które wygłosił ks. Łukasz Karasiński, usłyszeliśmy o tym, że podobnie jak niegdyś Jezus posłał Apostołów na świat, aby głosili Ewangelię, tak również i dziś posyła nas. Mamy misję specjalną, wiemy co mamy robić i jak żyć, teraz tylko wystarczy to realizować. Każdy z nas ma indywidualne zadanie, tak jak indywidualne są środowiska w których żyjemy. Ważne jest, aby tę misję realizować każdego dnia, małymi krokami dążąc do celu.

Po Eucharystii przyszedł czas na śniadanie oraz porządki, które po tygodniowym pobycie męskiego grona, były niezbędne.

Co dobre szybko się kończy. Nie inaczej mogło być z naszym spotkaniem. Po długiej przerwie, wywołanej pandemią, rekolekcje w Węgorzewie były pierwszym spotkaniem zorganizowanym na żywo. Pierwszym i śmiało można napisać udanym, bo każdy wyjeżdża z niego, nie tylko z poszerzonymi umiejętnościami piłkarskimi, ale przede wszystkim z pogłębioną wiarą i chęcią do jej praktykowania.