Nie wróżyło to nic dobrego (11 II)

12 lutego 2020

Od samego rana mamy dzisiaj wtorek 😊. To drugi dzień naszych rekolekcji w Zakopanem. Jest to jednak pierwszy pełny dzień, który przyjdzie na spędzić w domu salwatorianów przy Bulwarach Słowackiego 2.

Po pobudce i porannej toalecie zjawiliśmy się w kaplicy. Dzień należy rozpocząć od porannej modlitwy. Rozpoczynamy więc brewiarz, a konkretnie poranną modlitwę, czyli jutrznię. Wszyscy jesteśmy zaangażowani w jej prowadzenie. Podzieleni na dwa chóry – modlimy się jak prawdziwi zakonnicy. Po jutrzni odmawiamy specjalną modlitwę o powołania zakonne i kapłańskie, żeby nigdy nie brakowało tych, którzy będą pracować z młodzieżą. Ostatnim elementem porannych modlitw jest wprowadzenie do rozważania Słowa Bożego zaczerpniętego z Ewangelii, przewidzianej na każdy dzień. Zadania tego podjął się ks. Łukasz Anioł SDS.

Nakarmieni duchowo udaliśmy się na śniadanie, bo ciało też domagało się posiłku. Nakryliśmy szybko do stołu, pomodliliśmy się i już mogliśmy kosztować pysznych kiełbasek, które o tej porze smakowały znakomicie. Na śniadaniu dowiedzieliśmy się o ks. Łukasz A., że dzisiaj będziemy atakować stok w Małym Cichym i, że każdy z nas będzie mógł pokazać jak dobrze potrafi jeździć na nartach. „Godzina zero” został ustalona na 9:55.

Punktualnie, po odśnieżeniu samochodu, bo w Zakopanem śnieg pada prawie bezustannie, ruszyliśmy w kierunku stacji narciarskiej. Po drodze widzieliśmy drzewa, które uginały się od silnie wiejącego wiatru. Nie wróżyło to nic dobrego. Po dojechaniu na miejsce i otwarciu drzwi samochodu poczuliśmy iście syberyjski chłód i bardzo silny wiatr. Okazało się, że właśnie ze względu na ten huraganowy wiatr, wyciągi na naszym stoku, ale także inne, te w Zakopanem czy Witowie, zostały zatrzymane. Względy bezpieczeństwa są najważniejsze, dlatego nie dąsając się zbytnio, wróciliśmy do domu zakonnego. Po drodze ustaliliśmy, że jeżeli pogoda ulegnie zmianie, to wybierzemy się na przechadzkę w góry.

W miejscu naszego kwaterunku pogoda nie była już taka zła, decyzja była jedna – idziemy na spacer w kierunku Doliny Strążyskiej. Była to dobra decyzja. Po drodze było bardzo wesoło. Odpowiednia grubość okrywy śnieżnej pozwalała na różnego rodzaju figle. Każdy z nas miał okazję sprawdzić, czy „mityczna opowieść” o tym, że śnieg jest zimny i mokry – ma coś wspólnego z rzeczywistością.

Zmęczeni, ale zadowoleni wróciliśmy do domu. Kąpiel, odpoczynku i w końcu obiad. Dzisiaj kurczak po wietnamsku. Smakował wszystkim wyśmienicie, sprawił jednak, że poczuliśmy się sennie. Na szczęście księża również mieli podobne odczucia i pozwolili na chwilkę drzemki.

Sen jednak to niesamowity sposób na regeneracje. Popołudniową część rekolekcji, czyli konferencję, rozpoczęliśmy wypoczęci. Ks. Łukasz A., w czasie swojego wystąpienia, starał się wytłumaczyć jak wielki sens ma odpowiednie zrozumienie Eucharystii. Łaska wypływająca ze świadomego i aktywnego uczestnictwa we Mszy św. jest nie do przecenienia. Każdy jednak z nas musi sam dołożyć starań do rozwoju swojego osobistego podejścia do Eucharystii.

Bezpośrednio po konferencji odbyła się Msza św., najważniejszy moment dnia. Przewodniczył jej ks. Łukasz K., a homilię wygłosił drugi duszpasterz, ks. Łukasz A. Mówił on między innymi o tym, że przepisy prawne istniejące w naszej wierze, nasze podejście do tych przepisów, to bardzo ważna sprawa. Jednak nadmierne skupianie się na nich, może prowadzić do wybudowanie między nami, a naszymi bliźnimi, muru, który skutecznie będzie oddzielał nas od budowania relacji z naszymi braćmi i siostrami w wierze.

Po Eucharystii spotkaliśmy się przy stole i zjedliśmy kolację. Następnie, w czasie „pogodnego wieczoru”, zagraliśmy w bardzo ekspresyjną grę o nazwie „Kim jest Janusz?”, która pozwoliła na poznanie naszej inwencji twórczej i odporności na sytuacje stresowe.

Na koniec dnia mogliśmy wyciszyć się przed Najświętszym Sakramentem i podziękować za cały dzisiejszy dzień. Kładąc się spać, zastanawialiśmy się, co przyniesie jutro?